Build Cup ’26. Tego nie da się obejrzeć. To trzeba przeżyć
Można opowiedzieć o walce burta w burtę, kolejnych portach, porannych treningach, koncertach i ucieczce przed burzą. Można pokazać setki zdjęć i filmy z Adriatyku. A jednak uczestnicy Build Cup ’26 po powrocie powtarzali jedno: tego, co wydarzyło się podczas tych kilku dni, nie da się dobrze opowiedzieć. Zdjęcia tego nie oddają, filmy pokazują tylko fragment. Żeby zrozumieć atmosferę tych regat, trzeba było tam po prostu być.
Build Cup ’26 rozpoczął się w Drage. Odbiór jachtów, meldowanie załóg, zakupy, ostatnie przygotowania i pierwsze spotkania w marinie. Wieczorem oficjalne powitanie uczestników, przedstawienie skipperów i planu kolejnych dni, a później czas na swobodne rozmowy przed pierwszym wyjściem na wodę.
Nie wszyscy jednak poznawali się po raz pierwszy.
Dla części uczestników spotkanie w Chorwacji było kolejnym po wcześniejszych wydarzeniach organizowanych przez SMS. Bo SMS to nie tylko szkolenia i zdobywanie nowych kompetencji. To również cykl wydarzeń, podczas których ludzie z branży spotykają się w zupełnie innych okolicznościach niż na co dzień.
I obowiązuje tu jedna, niepisana zasada: nie ma prezesów, nie ma szefów, nie ma monterów. Są ludzie. Z czasem – przyjaciele.
Na jachcie zresztą bardzo szybko okazuje się, jak niewiele znaczy stanowisko zapisane na wizytówce. Trzeba razem postawić żagle, zrobić zwrot, wykonać polecenie skippera, poprawić błąd, zacumować, przygotować posiłek i następnego ranka zrobić wszystko jeszcze raz. Każdy jest częścią załogi i każdy jest potrzebny.
Dla osób, które znały się z wcześniejszych spotkań SMS, Build Cup był okazją do kontynuowania tych relacji. Dla tych, którzy pojawili się po raz pierwszy – wejściem do środowiska, w którym bariery znikały zaskakująco szybko.
Nikt jednak nie spodziewał się, jak daleko zajdzie to tym razem.
Dzień zaczynał się wcześniej niż regaty
Pierwszy właściwy dzień przyniósł odprawę sterników, szkolenie żeglarskie na jachtach, wyjście z Drage i trening przed rozpoczęciem rywalizacji.
Na wodzie nie było już miejsca na kurtuazję. Była walka na znakach, ciasne mijanki, pojedynki burta w burtę i decyzje podejmowane w ciągu sekund. Przy zbliżonych jednostkach o przewadze decydowało nie tylko doświadczenie sternika, ale przede wszystkim to, jak działa cała załoga.
Sport nie zaczynał się jednak wraz z sygnałem startowym.
Niektóre poranki rozpoczynały się już o siódmej treningiem obwodowym. Do tego dochodziły treningi biegowe i rozciąganie. Dopiero później przychodził czas na odprawy, przygotowanie jachtów i kilka kolejnych godzin na wodzie. Harmonogram dobrze pokazuje intensywność tych dni – aktywność zaczynała się rano, a kończyła często dopiero późnym wieczorem.
Po zejściu z wody pojawiało się także Sailingowe ABC – okazja do rozmów o żeglarstwie, wymiany doświadczeń i zdobywania wiedzy, która następnego dnia mogła przydać się już na pokładzie.
Powstał rytm, który szybko podporządkował sobie cały tydzień: trening, odprawa, jacht, rywalizacja, marina, wspólny wieczór. Następnego ranka wszystko zaczynało się od nowa.
Na wodzie rywale, po zejściu na ląd jedna ekipa
Trasa prowadziła przez kolejne miejsca na Adriatyku. Były Jezera, Piškera, Sali, Veli Iž, kąpiele i chwile odpoczynku pomiędzy kolejnymi godzinami żeglowania. Był również czas na zobaczenie Parku Narodowego Kornati.
Na wodzie trwała prawdziwa rywalizacja. Nikt nie chciał odpuszczać. Załogi walczyły o pozycję, analizowały własne błędy i szukały sposobu na to, żeby następny start popłynąć lepiej.
Po wejściu do portu ten podział zaczynał jednak znikać.
I być może właśnie w tym tkwił fenomen tegorocznego Build Cup. Ludzie, którzy jeszcze kilka godzin wcześniej walczyli o każdy metr, wieczorem siadali razem. Rozmawiali o tym, co wydarzyło się na wodzie, śmiali się z własnych błędów, wracali do najbardziej zaciętych momentów i poznawali się już bez zawodowych ról.
Nie było prezesa rozmawiającego z monterem. Nie było szefa siedzącego przy jednym stole z pracownikiem.
Byli ludzie, którzy właśnie spędzili razem kolejny dzień na Adriatyku.
Porty miały własny rytm
Każdy kolejny port oznaczał nie tylko koniec żeglarskiego etapu, ale początek wieczoru.
W Piškerze odbyło się jam session. W Sali uczestnicy spotkali się na koncercie w porcie. Był też wieczór z karaoke.
Na papierze można nazwać to programem integracyjnym. W rzeczywistości po kilku dniach nikt już chyba w ten sposób o tym nie myślał.
Koncert w Sali nie był „atrakcją po regatach”. Był kolejnymi kilkoma godzinami spędzonymi razem przez ludzi, którzy rano ćwiczyli, później przez wiele godzin ścigali się na morzu, a wieczorem nie mieli jeszcze ochoty się rozchodzić.
To właśnie wtedy wydarzenie zaczęło przekraczać poziom integracji, którego spodziewali się uczestnicy i organizatorzy.
Nie da się wskazać jednego momentu, w którym to nastąpiło. Nie był nim koncert, konkretny wyścig ani jeden szczególny wieczór. Złożyły się na to dziesiątki małych sytuacji: wspólne manewry, pomoc na pomoście, poranne treningi, rozmowy przy jedzeniu, śmiech po nieudanym starcie, muzyka w porcie czy zwykłe siedzenie razem długo po zakończeniu oficjalnej części dnia.
W pewnym momencie podział na poszczególne załogi miał znaczenie przede wszystkim na wodzie.
Poza nią był już Build Cup.
SMS to ludzie
To doświadczenie dobrze pokazuje coś, co trudno przekazać, mówiąc o SMS wyłącznie przez pryzmat działalności szkoleniowej.
Szkolenia są ważne. Dają wiedzę, kompetencje i możliwość wymiany doświadczeń zawodowych. Ale wokół SMS przez kolejne spotkania i wydarzenia powstaje też społeczność.
Część uczestników Build Cupu znała się już wcześniej właśnie dzięki niej. W Chorwacji te relacje dostały zupełnie inną przestrzeń.
Morze jest pod tym względem wyjątkowo skuteczne. Na jachcie hierarchia zawodowa nie pomaga wybrać dobrego halsu ani sprawnie wykonać manewru. Stanowisko nie wyciągnie odbijacza i nie sklaruje liny. Liczą się umiejętności, odpowiedzialność za innych, zaufanie i gotowość do zrobienia tego, czego akurat potrzebuje załoga.
Po kilku dniach takiego funkcjonowania pytanie „kto jest kim w pracy?” zwyczajnie traci znaczenie.
I dokładnie o to chodzi w wydarzeniach integracyjnych SMS.
Tu nie ma prezesów, monterów i szefów. Są przyjaciele.
Adriatyk zostawił najlepsze na koniec
Ostatniego dnia pojawiło się wyzwanie zupełnie inne niż wcześniejsza walka na trasie.
Podczas powrotu z Veli Iž nad Adriatyk nadciągał front burzowy. Morze zaczęło się zmieniać, warunki stawały się coraz trudniejsze, a sportowa rywalizacja przestała mieć znaczenie.
Zaczął się zupełnie inny wyścig – z pogodą.
Trzeba było dotrzeć do Drage przed burzą. Liczyła się ocena sytuacji, komunikacja i sprawne działanie całej załogi. To, co przez wcześniejsze dni służyło zdobywaniu przewagi nad konkurentami, teraz miało znacznie bardziej podstawowe znaczenie: bezpiecznie doprowadzić jacht do portu.
Flota weszła do Drage zaledwie pięć minut przed ścianą deszczu i silnym szkwałem.
Po dniach sportowej rywalizacji Adriatyk na sam koniec przypomniał wszystkim, kto naprawdę ustala zasady.
Tego nie pokaże żadna relacja
Później były puchary, medale, gratulacje i zakończenie. Były wspólne zdjęcia i filmy, do których uczestnicy będą jeszcze wielokrotnie wracać.
Tylko że niemal natychmiast pojawił się problem: jak opowiedzieć innym, co właściwie wydarzyło się przez te kilka dni?
Bo można pokazać film z regat. Można wybrać najlepsze ujęcie z walki burta w burtę. Można zobaczyć trening o siódmej rano, kąpiel w Adriatyku, Kornati, koncert w Sali i moment, kiedy pogoda zaczęła się załamywać.
Ale kamera rejestruje wydarzenia. Nie rejestruje więzi.
Nie pokaże, jak grupa ludzi zmienia się w ciągu kilku dni. Jak ktoś, kogo znało się dotąd z branży, zostaje człowiekiem, któremu ufa się podczas manewru. Jak osoby z zupełnie różnych miejsc w zawodowej hierarchii przestają w ogóle pamiętać o tej hierarchii. Jak wieczorem rywale z trasy siedzą razem i nie chcą kończyć dnia.
Uczestnicy Build Cup ’26 powtarzali, że zdjęcia i filmy nie oddają nawet części tego, co działo się na miejscu. I być może nie powinny.
Są wydarzenia, które można dobrze udokumentować. Są też takie, których sens pojawia się dopiero wtedy, gdy samemu jest się ich częścią.
Build Cup ’26 należał do tej drugiej kategorii.
Można o nim opowiadać. Można pokazywać Adriatyk, jachty, koncerty i regatowe emocje. Ale tego, co najważniejsze, nie da się zamknąć ani w galerii, ani w kilkuminutowym filmie.
To po prostu trzeba przeżyć.
Zobacz, jak wyglądał Build Cup 2025
Jeżeli zastanawiasz się, jak wygląda Build Cup od środka, zobacz również materiał z ubiegłorocznej edycji. To tylko fragment tego, co dzieje się podczas wydarzenia, ale pozwala poczuć atmosferę, która towarzyszy uczestnikom na wodzie i poza nią.
Śledź nas na bieżąco!
Najnowsze informacje i zdjęcia z wydarzeń znajdziesz na naszym profilu na Facebooku
ObserwujPodobne artykuły